Autor Wątek: THE DOORS  (Przeczytany 58080 razy)

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #50 dnia: Luty 05, 2015, 22:51 »
 8)

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #51 dnia: Luty 06, 2015, 08:33 »
William Blake - Są rzeczy znane i nieznane, a pomiędzy nimi znajdują się DRZWI.


wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #52 dnia: Luty 06, 2015, 08:44 »
Robby Krieger

Robert Alan Krieger, syn Marylin i Stu Kriegerów, urodzony 8 stycznia 1946 r. w Los Angeles, jako jedno z niepodobnych do siebie bliźniąt do siebie bliźniąt (brat - Ron), pochodził ze środowiska muzycznego. Miał ciemnobrązowe włosy i zagadkowe zielone oczy, nadające mu wygląd mocno oszołomionego. Ludzie często myśleli, że jest naćpany, albo że cierpi na zaawansowany astygmatyzm. Te pozory były jednak mylące. Za spojrzeniem przestraszone dziecka krył się bystry umysł i subtelne poczucie humoru, cechy odziedziczone po ojcu, skromnym, choć zamożnym doradcy agencji rządowych do spraw planowania i finansów. Robbie uczył się w Uni High w collegach Pacifik Palisados, na bogatych podmiejskich bulwarach Los Angeles i w Melno Park koło San Francisco. Spędził rok w uniwersytecie kalifornijskim Santa Barbara, potem jakiś czas na UCLA, gdzie trzykrotnie zmieniał wydział, by w końcu wylądować na fizyce (inne źródła podają, że na psychologii).

W moim domu słuchało się prawie wyłącznie muzyki klasycznej. Ale mnie tak naprawdę spodobały się dopiero kompozycje Peter And The Wolf - myślę, że miałem wtedy około siedmiu lat. Później słuchałem - w radiu - mnóstwo rock'n'rolla: Fasta Domino, Elvisa Presleya i The Platters. W wieku 9 lat zacząłem grać na trąbce faworyzowaną przez ojca muzykę marszową. Nic z tego nie wyszło, więc przerzuciłem się na bluesa i fortepian. Gdy miałem 17 lat, zacząłem brzdąkać na gitarze i już rok później miałem własny instrument. Bardzo ciągnęło mnie w stronę jazzu. Poznałem kilka osób, które łączyły rock'n'rolla z jazzem i sądziłem, że grając zbiję niezłą forsę!

Robbie grał wcześniej w Psychodelic Rangers i dopóki nie usłyszał o The Doors uważał, że trudno o dziwniejszą nazwę. Ray wspomina chwilę, kiedy Robbie po raz pierwszy zjawił się na próbie The Doors, jak jakiś magiczny moment.

Robbie przyszedł z gitarą i "szklanką". Kiedy założył ją na mały palec i przejechał po strunach, powiedziałem - "Co za dźwięk! To niepojęte. To jest brzmienie The Doors!". Pierwszą piosenką, którą zagraliśmy razem była "Moonlight Drive", ponieważ nie miała zbyt wielu trudnych zmian akordów. Powiedziałem potem - "To jest to. To najlepsze muzyczne doświadczenie, jakie kiedykolwiek miałem! Na pewno nam się uda. Będziemy tworzyć wspaniałą muzykę, a ludzie będą nas kochać".

Źródło: Piotr Kosiński "The Doors - Czas Apokalipsy"

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #53 dnia: Luty 06, 2015, 08:49 »
Magazyn Gitarzysta.
Robby Krieger Cała prawda o The Doors

W latach 1967-1971 zespół The Doors był najbardziej kontrowersyjnym i jednocześnie najbardziej przyciągającym uwagę zespołem rockowym w całej Ameryce.

Jedyną osobą, która może opowiedzieć nam historię tej wyjątkowej formacji, jest gitarzysta Robby Krieger - wokalista nie żyje, a członkowie sekcji rytmicznej niechętnie udzielają wywiadów. Krieger opowiada historię The Doors, w której narkotyki i utarczki z policją bynajmniej nie odegrały drugoplanowej roli. Ta niezwykła historia o triumfie i buncie pełna jest zabawnych, jak również i tragicznych momentów. Ale niezależnie od całego tła różnych wydarzeń, muzyka i tak broni się sama...

POCZĄTKI

We wrześniu 1965 roku student z Kalifornii, Robby Krieger, miał zaprezentować swoje umiejętności przed trzema muzykami, którzy szukali gitarzysty do swojego zespołu. Zagrał więc kilka taktów tak, jak potrafił najlepiej. Jeden z przesłuchującej go trójki, Jim Morrison - wokalista i poeta o łagodnych oczach - od razu zgodził się przyjąć nowego muzyka do zespołu, a jego zdanie podzielił również klawiszowiec Ray Manzarek. Perkusista i jednocześnie student psychologii, John Densmore, już wcześniej poznał umiejętności Kriegera (grał z nim w zespole Psychedelic Rangers) i to właśnie on zaaranżował to spotkanie. Tak oto zebrał się czteroosobowy skład, który przyjął nazwę The Doors i który w ciągu najbliższych lat miał wstrząsnąć muzyczną sceną nie tylko w Ameryce, ale i na całym świecie. Od tego pierwszego spotkania minęło już ponad czterdzieści lat... 1965-1966

PIERWSZE SPOTKANIA, PIERWSZE BÓJKI I PIERWSZE PRÓBY

Członkowie The Doors wywodzili się z drobnych zespołów studenckich, a poznawali się na plażach Los Angeles. Upalne lato, piękne złociste plaże, początki fermentu tuż przed powstaniem ruchu hippisowskiego. Podobno Manzarek założył się z Morrisonem, że ten wyrecytuje "Moonlight Drive" z zamkniętymi oczami. Fale na Venice Beach lizały im stopy. Tego wieczoru razem z Densmorem mieli po raz pierwszy odwiedzić Kriegera. "Studiowałem razem z Rayem i Jimem na UCLA, a Johna znałem jeszcze ze szkoły średniej - opowiada Krieger. - Przyszli do mnie do domu w trójkę i wówczas pokazałem im próbkę moich umiejętności. Jim był pod wrażeniem, tak więc natychmiast zasiliłem szeregi The Doors.

W tamtym okresie grałem głównie flamenco, a na gitarę elektryczną przerzuciłem się dosłownie miesiąc wcześniej. Nie miałem więc zbyt dużego pojęcia o tak zwanym rock and rollu. Dopiero wstąpienie do The Doors sprawiło, że musiałem intensywnie popracować nad swoim stylem gry. Byliśmy długowłosymi w świecie zdominowanym przez krótkowłosych. Jednym słowem wyglądaliśmy jak jakieś dziwadła (śmiech). Uważaliśmy się za hipisów i - choć trudno w to uwierzyć - dlatego że nie było nas wielu w Los Angeles, nieustannie pakowaliśmy się w tarapaty. Pamiętam, jak wybraliśmy się do restauracji, w której zastaliśmy grupę amerykańskich marines. Przez cały czas gapili się na nas prowokacyjnie, a gdy tylko stamtąd wyszliśmy, dogonili nas i zaczęli okładać, gdzie popadnie - tak po prostu bez ostrzeżenia.

Jeden z nich dorwał Jima i walił jego głową w okno, a Jim, jak to Jim, tylko się śmiał. Nasze pierwsze próby był bardzo chaotyczne. Dobrze zapadły mi w pamięć szczególnie trzy, które odbyliśmy na samym początku naszej współpracy. Pierwsza była udana - graliśmy ’Moonlight Drive’ i kilka innych kawałków. Ale od razu poczuliśmy, że nadajemy na tych samych falach i że może coś z tego być. Druga próba miała odbyć się w domu moich rodziców. Rozstawiliśmy sprzęt i czekaliśmy na Jima, ale on nie przychodził. W końcu postanowiliśmy do niego pojechać, by sprawdzić, co się z nim dzieje. Okazało się, że siedzi w więzieniu gdzieś na pustyni. Wdał się w bójkę z grupą motocyklistów - ale tylko Jim z chłopakami poszli siedzieć, tamci nie. Później było już tylko gorzej i takich sytuacji było znacznie więcej". 1966-1967

UDANY DEBIUT, UDANY SKANDAL

Po pięciu miesiącach prób i z zalążkiem debiutanckiej płyty, zespół zaczął podbijać amerykańskie sceny, a jego główną bronią - poza gitarą Kriegera - był wyjątkowy głos i sceniczna prezencja Morrisona. Wkrótce grupa grała już w klubie London Fog na Sunset Avenue i w końcu w słynnym klubie Whisky A Go-Go. Muzycy zostali tam dostrzeżeni przez prezesa Electra Records, Jaca Holzmana, i producenta Paula A. Rothchilda, w wyniku czego 18 sierpnia doszło do podpisania kontraktu z Electra Records. Muzycy mieli dużo szczęścia, ponieważ już 21 sierpnia zostali... wyrzuceni z klubu za kontrowersyjne wykonanie utworu "The End". "Do Whisky A Go-Go trafiliśmy właściwie przypadkiem. Graliśmy koncert w klubie na tej samej ulicy i dziewczyna, która bukowała koncerty w Whisky Go-Go, zobaczyła nas pewnego dnia i oczywiście od razu zakochała się w Jimie (śmiech). No i tym sposobem zagraliśmy koncert w tym właśnie klubie - wspomina Krieger. - To kontrowersyjne wykonanie ‘The End’ przeszło już chyba do historii.

Na początku występu Jim w ogóle nie pojawił się na scenie, więc my po prostu graliśmy utwór w wersji instrumentalnej, bez wokalu, co jakimś cudem uszło nam na sucho. W końcu John i Ray poszli po Jima. Znaleźli go chowającego się pod łóżkiem. Jego zachowanie nie powinno dziwić, o ile weźmie się pod uwagę fakt, że wziął za dużo kwasu. Doprowadzili go trochę do porządku i wyprowadzili na scenę. Powiedział, że chce zagrać ‘The End’. Cóż, zgodziliśmy się. Wtedy pierwszy raz wyśpiewał: Father, I want to kill you. Mother, I want to fuck you. Przyznam szczerze, że byliśmy nie mniej zszokowani niż publiczność".

A jak przebiegała sesja nagraniowa płyty "The Doors" (1967)? Krieger mówi, że była to świetna zabawa: "Nie spędziliśmy zbyt dużo czasu w studiu. Po prostu miksowaliśmy i nagrywaliśmy utwory, które ćwiczyliśmy co wieczór przez ostatnie lata. Pisaniem utworów zajmowałem się wspólnie z Jimem. Ceniłem go jako tekściarza i dlatego między innymi zdecydowałem się dołączyć do grupy. Nasza debiutancka płyta weszła na drugie miejsce listy przebojów w Stanach Zjednoczonych, ale nigdy nie uważaliśmy się za gwiazdy. Nagrywaliśmy w Electra Records, a to nie była wytwórnia pokroju Columbia, która mogła zrobić z nas gwiazdy z dnia na dzień. Zawsze uważaliśmy się za zwykły undergroundowy zespół z Los Angeles. Dla Jima było to jednak za mało. On chciał, żebyśmy byli jak The Beatles". 1967-1969

CORAZ WIĘKSZE PRZEBOJE, CORAZ WIĘKSZE PROBLEMY

Z komercyjnego punktu widzenia The Doors nie mogli osiągnąć więcej. Przed końcem 1967 muzycy z Kalifornii przestali być postrzegani jedynie jako kolejny zespół undergroundowy. Artyści stali się gwiazdami, a Jim Morrison - nie do końca wbrew swojej woli - jawił się jako idol nastolatek. W radiu na stałe zagościły takie przeboje, jak: "Strange Days" (1967), "Waiting For The Sun" (1968) i "The Soft Parade" (1969). Krytyka zaczęła oskarżać grupę o to, że się sprzedała i - jak napisał pewien krytyk - "robi muzykę wyłącznie dla pieniędzy". Krieger jednak zaprzecza: "Nie zgodzę się, że ‘Strange Days’ był naszym najbardziej komercyjnym albumem. Jest na nim kilka bardzo oryginalnych utworów, jak na przykład ‘People Are Strange’ czy ‘When The Music’s Over’. Wtedy bardzo rozwinąłem się jako gitarzysta. Niektórzy twierdzą, że ‘Strange Days’ to mój najlepszy album". Pomimo komercyjnego sukcesu w powietrzu nieustannie unosiła się atmosfera buntu.

Podczas koncertów dochodziło do groźnych zamieszek pomiędzy fanami i policją. Za kulisami Morrison miał coraz większe problemy z narkotykami i alkoholem, a punktem kulminacyjnym jego ekscesów było obnażenie się i symulowanie masturbacji podczas koncertu w Miami 1 marca 1969 roku. Sala Dinner Key Auditorium, przeznaczona dla 6.900 osób, była tego wieczoru zdecydowanie przepełniona. Manzarek w swojej biografii twierdzi, że żadne obnażenie nie miało miejsca. Według niego była to zbiorowa psychoza, a Morrison po prostu bawił się z publicznością. Tak samo twierdzi Krieger: "Ten incydent z Miami nie był znowu taki straszny, jak przedstawiły go media. Wszystko zostało niepotrzebnie rozdmuchane. Jim powiedział, że się rozbierze. Zapytał publiczność: ‘Chcecie go zobaczyć?’, a potem wyciągnął koszulę ze spodni, jakby miał zamiar je zdjąć, ale ostatecznie tego nie zrobił, a tylko rozpiął rozporek. Kilka razy pytał, czy publiczność widziała to, co im rzekomo pokazał.

Rozgrzał publikę do czerwoności, ludzie krzyczeli, pchali się do sceny, sądząc, że on faktycznie się obnaża. Jim dosłownie doprowadził ich wtedy do szaleństwa. Ale gdyby naprawdę zdjął spodnie, na pewno zrobiono by mu zdjęcie, a - jak wiemy - coś takiego nigdy nie zostało opublikowane". Czy Morrison zdjął spodnie, czy nie, incydent ten rozwścieczył lokalne władze i artysta został ukarany za dopuszczenie się czynów obscenicznych. Wszystkie koncerty zespołu w Stanach Zjednoczonych zostały natychmiast odwołane. Krieger wspomina: "Zanim ukazała się nasza trzecia płyta, czyli ‘Waiting For The Sun’, zachowanie Jima zaczęło doprowadzać do coraz ostrzejszych konfliktów. Przyprowadzał do studia jakichś dziwnych ludzi i robił, co chciał, a my musieliśmy znosić jego humory. Ten facet praktycznie cały czas buntował się przeciwko czemuś.

Kiedy wszystko szło dobrze, on zawsze starał się to zepsuć. I wychodziło mu to doskonale. Tylko z pisaniem piosenek nigdy nie miał żadnego problemu. Pracowało mi się z nim dobrze, tym bardziej że chętnie śpiewał moje teksty. Problemy pojawiały się dopiero, gdy kończyliśmy pracę. Jim wychodził ze studia, natychmiast się upijał i wtedy wszystko zaczynało się od nowa". Czwarty album "The Soft Parade" jeszcze bardziej zdystansował grupę od ich fanów. Na płycie dominowały głównie piosenki pop i muzycy zdecydowali się na wprowadzenie sekcji instrumentów dętych. "Nagranie tego albumu zajęło nam sporo czasu - wspomina Krieger. - Najwięcej trudności sprawiło nam dogranie orkiestry. Nie był to łatwy okres, bo nie wszyscy zgadzaliśmy się co do tego, że takie eksperymenty w ogóle są potrzebne, a poza tym niełatwo było mi dopasować do całości mój styl gry. Szło nam znacznie gorzej przede wszystkim z powodu tego nieszczęsnego incydentu w Miami. Wtedy nie mogliśmy już nigdzie grać koncertów! Skrytykowano nas za sekcję dętą, smyczki i dlatego był to dla nas niezbyt udany okres. Ale warto było - kiedy słucham tej płyty po latach, brzmi wspaniale". 1970-1971

PRZYPARTY DO MURU ZESPÓŁ NAGRYWA SWOJE DWA NAJLEPSZE ALBUMY

Grupa została bezlitośnie skrytykowana za krążek "The Soft Parade", i to zarówno przez fanów, jak i media. Wokalista, który przez większą część czasu znajdował się pod wpływem narkotyków i alkoholu, nie rezygnował ze swoich błazeństw, za które coraz częściej lądował za kratkami. W tym burzliwym klimacie zespół wszedł w nowe dziesięciolecie. Wszystko wskazywało na to, że teraz może być już tylko gorzej. Tak się jednak nie stało. W ciągu następnych dwóch lat grupa wróciła do swoich czysto bluesowych korzeni i zarejestrowała dwie płyty: "Morrison Hotel" (1970) i "L.A. Woman" (1970), które okazały się najlepszymi produkcjami w karierze tej formacji. "Płyta ‘Morrison Hotel’ była niejako reakcją na poprzednią, tak ostro krytykowaną produkcję - wspomina Krieger. - Chociaż nie wpuszczano nas na żadne sale koncertowe, to znowu robiliśmy to, co kochaliśmy: tworzyliśmy muzykę. Poszliśmy bardziej w stronę bluesa, choć ja sam nigdy nie myślałem o sobie jako o gitarzyście bluesowym. Nie chciałem, jak wszyscy naokoło, naśladować Mike’a Bloomfielda. Ale wiadomo, gdy jest się gitarzystą, to prędzej czy później wróci się do bluesa".

Zespół mógł już grać koncerty i wystąpił na Festiwalu Isle Of Wight obok takich gwiazd, jak Jimi Hendrix czy The Who. "Wiele osób uważa, że ‘L.A. Woman’ to był nasz najlepszy album i ja się z nimi zgadzam w zupełności - kontynuuje artysta. - Szczególnie kocham takie utwory, jak ‘L.A. Woman’, ‘Riders On The Storm’ i ‘Love Her Madly’. Te dwa pierwsze kawałki niejako napisały się same podczas jam session". Ten album grupa wyprodukowała samodzielnie, bowiem producent Paul A. Rothchild zrezygnował ze współpracy z nią. Zanim płyta ukazała się na rynku, Morrison wyjechał do Paryża, żeby skupić się na pisaniu wierszy i zadeklarował, że już nie zagra w The Doors. Później jednak miał telefonować ze stolicy Francji, twierdząc, że ma dużo materiału na nową płytę i że chce wrócić do zespołu. Tej obietnicy jednak nie było mu dane dotrzymać... 1971

ŚMIERĆ MORRISONA U SZCZYTU POPULARNOŚCI...

3 lipca 1971 roku do Kriegera zadzwonił menedżer zespołu z informacją o tragicznej śmierci wokalisty. Morrison został znaleziony martwy w wannie w swoim paryskim mieszkaniu. Oficjalną przyczyną zgonu była niewydolność serca spowodowana problemami oddechowymi. Nikt jednak nie przeprowadził sekcji zwłok przed pogrzebem, który odbył się na słynnym cmentarzu Pére Lachaise. Wokół śmierci Jima pojawiło się wiele spekulacji, a jego dziewczyna, Pamela Courson, zeznała, że to ona podała mu dawkę heroiny, która okazała się śmiertelna. Nigdy nie poznamy prawdy, w każdym razie śmierć wokalisty w wieku dwudziestu siedmiu lat z jednej strony zapewniła mu status legendy, natomiast z drugiej - brutalnie zakończyła karierę grupy The Doors. "W pierwszej chwili nie uwierzyłem w tę informację.

Już wcześniej zdarzało się, że uśmiercano Jima - mówi Krieger. - Kiedy okazało się, że tym razem była to prawda, poczułem się tak, jakby spadła na mnie tona cegieł. To był najgorszy moment w moim życiu. Dziś nie jest to już takie bolesne, ale to nie znaczy, że nie tęsknię za Jimem. Chciałbym, żeby żył i widział, jak kolejne pokolenie słucha naszych płyt. Zawsze marzył, żebyśmy zaszli jak najwyżej. A co by było, gdyby on nie umarł? Na pewno dalej tworzylibyśmy muzykę. Ale jaka byłaby ta muzyka, tego nie jestem w stanie powiedzieć...".

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #54 dnia: Luty 06, 2015, 09:00 »
Czytal ktos ?

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #55 dnia: Luty 06, 2015, 09:23 »
William Blake – Gdyby bramy percepcji zostały otwarte, wszystko ujawniłoby się człowiekowi takim, jakim jest – nieskończonym.

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #56 dnia: Luty 06, 2015, 09:26 »

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #57 dnia: Luty 06, 2015, 09:29 »
Wskaż mi drogę
Do najbliższej knajpy z whisky
Oh, nie pytaj o powód
Nie pytaj o powód

Pokaż mi drogę
Do najbliższej knajpy z whisky
Oh, nie pytaj o powód
Nie pytaj o powód

Jeśli zaraz nie znajdziemy
Tego whisky-baru
Powiem ci, że będziemy musieli umrzeć
Powiem ci, że będziemy musieli umrzeć
Powiem ci, powiem ci
Powiem ci, że będziemy musieli umrzeć

Oh, księżycu Alabamy
Musimy się teraz pożegnać
Straciliśmy naszą poczciwą mamuśkę
A przecież musimy mieć whisky, wiesz dobrze dlaczego

Oh, księżycu Alabamy
Musimy się teraz pożegnać
Straciliśmy naszą poczciwą mamuśkę
A przecież musimy mieć whisky, wiesz dobrze dlaczego

Wskaż mi drogę
Do najbliższej małej dziewczynki
Oh, nie pytaj o powód
Nie pytaj o powód

Wskaż mi drogę
Do najbliższej małej dziewczynki
Oh, nie pytaj o powód
Nie pytaj o powód

Jeśli zaraz nie znajdziemy
Małej dziewczynki
Powiem ci, że będziemy musieli umrzeć
Powiem ci, że będziemy musieli umrzeć
Powiem ci, powiem ci
Powiem ci, że będziemy musieli umrzeć

Oh, księżycu Alabamy
Musimy się teraz pożegnać
Straciliśmy naszą poczciwą mamuśkę
A przecież musimy mieć whisky, wiesz dobrze dlaczego.

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #58 dnia: Luty 06, 2015, 09:50 »

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #59 dnia: Luty 06, 2015, 09:50 »
Jak każe moda szczupła jest
Jak każe moda spóźnia się
Ale nie robi nigdy scen
Randki nie zerwie nigdy
Nie ma z nią trosk
Wystarczy spojrzeć na jej dumny krok

Jest dwudziestowieczną lisicą
Jest dwudziestowieczną lisicą

Żadnych łez, strachu
Zmarnowanych lat
Liczenia czasu
Jest dwudziestowieczną lisicą, o tak

Wie kiedy okazać chłód
I cierpliwości ma dar
Przestała chodzić do szkół
Nie zawahała się
Czasu szkoda jej
Wokół taki tłok

Ponieważ jest dwudziestowieczną lisicą
Jest dwudziestowieczną lisicą
Cały świat zamyka
W plastikowej szkatułce

Jest dwudziestowieczną lisicą
Dwudziestowieczną lisicą
Dwudziestowieczną lisicą
Jest dwudziestowieczną lisicą

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #60 dnia: Luty 06, 2015, 09:57 »
 8)

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #61 dnia: Luty 06, 2015, 09:57 »

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #62 dnia: Luty 06, 2015, 09:58 »
Tak, zegar wskazuje,
że już czas
Ruszać trzeba mi
Choć wolałbym na jawie śnić

Suną auta pełne
cudzych oczu
W świetle lamp pustka drży
Głowę masz zdrętwiałą od
zaskoczeń

Ale wciąż jest dokąd iść
Ale wciąż jest dokąd iść

Prześpię noc przy kuchni
Twojej duszy
Przy twym piecu ogrzeję myśli me
Wyrzuć mnie, kochana, zaraz ruszę się
W neonowym gąszczu szybko zgubię się

Splatasz palce niczym chwiejne minarety
Mówią do mnie zapomnianym alfabetem
Papierosem poczęstuj mnie
Zapominać uczę się niestety, zapominać uczę się niestety
Zapominać uczę się niestety, zapominać uczę się

Prześpię noc przy kuchni
Twojej duszy
Przy twym piecu ogrzeję myśli me
Wyrzuć mnie, kochana, zaraz ruszę się
W neonowym gąszczu szybko zgubię się

Tak, zegar wskazuje,
że już czas
Wiem, że ruszać trzeba mi
Choć wolałbym na jawie śnić
Na jawie śnić
Na jawie śnić

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #63 dnia: Luty 06, 2015, 10:01 »
John Densmore

John Paul Densmore urodził się 1 grudnia 1944 r. w Santa Monica. Jego rodzice, Margaret i Ray, mieli jeszcze jednego syna - Jima i córkę - Annę. John miał wiele cech wspólnych z Jimem Morrisonem. Obaj pochodzili z typowej średniej klasy. Ojciec Johna był architektem, obaj mieli brata i siostrę, obaj wykazali na uczelniach uzdolnienia w sportach: John w tenisie, Jim w pływaniu. John jednak, choć miał już 21 lat, nadal mieszkał w domu wraz z rodziacami, co od razu uczyniło z niego obiekt naigrywań Jima. Nie pomogło nawet to, że Densmore pozostawał w konflikcie z ojcem i matką, a pracę w zespole traktował jako próbę usamodzielnienia się. Choć kilka następnych lat Jim i John spędzili razem w grupie, nigdy - tak naprawdę - nie zaprzyjaźnili się. Densmore grał na bębnach od dwunastego roku życia. Nieco wcześniej, bo już w wieku 10 lat brał lekcje gry na fortepianie.

Przez dwa lata próbowali przekonać mnie do Bacha, ale dali sobie spokój.

W szkole średniej dostał zestaw perkusyjny i zdobywał pierwsze doświadczenia, grając w tamtejszej orkiestrze symfonicznej. Potem w collegach przerzucił się na jazz. Często zmieniał szkoły. Chodził do nich kolejno w Santa Monica, Los Angeles i San Fernando Valley State. Przygoda z jazzem trwała trzy lata. John wziął udział w kilku sesjach w Topanga Canyon i Compton, po czym dołączył do swego pierwszego zespołu - Terry Driscoll And The Twiglighters, o którym nic więcej nie wiadomo. Przed The Doors praktykował w Psychodelic Rangers, którzy nagrali aż... jedną piosenkę - "Paranoia Blues". Początkowo odnosił się z rezerwą do współpracy z nowym zespołem:

Ich piosenki były dla mnie za bardzo skomplikowane. Niezbyt dużo rozumiałem, ale potem doszedłem do wniosku, że przecież jestem perkusistą, a nie twórcą tekstów.

Źródło: Piotr Kosiński "The Doors - Czas Apokalipsy"

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #64 dnia: Luty 06, 2015, 10:08 »

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #65 dnia: Luty 06, 2015, 10:08 »
Wha, yeah!
Chodź, yeah
Yeah, chodź, yeah
Yeah, chodź
Oh, yeah, ma
Yeah, Jestem facetem tylnych wejść
Jestem facetem tylnych wejść

Kolesie nie wiedzą
Ale małe dziewczynki rozumieją

Hej, wy wszyscy którzy próbujecie zasnąć
Wychodzę by zrobić to z moją nocną marą
Gdyż jestem facetem tylnych wejść

Kolesie nie wiedzą
Ale małe dziewczynki rozumieją

Dobra, yeah
Wy, kolesie jecie wasze obiady
Jecie waszą wieprzowinę i fasolę
Ja jem więcej kurczaków
Niż każdy z was kiedykolwiek widział, yeah, yeah
Jestem facetem tylnych wejść, wha

Kolesie nie wiedzą
Ale małe dziewczynki rozumieją

Więc, jestem facetem tylnych wejść
Jestem facetem tylnych wejść
Whoa, mała, jestem facetem tylnych wejść

Kolesie nie wiedzą
Ale małe dziewczynki rozumieją

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #66 dnia: Luty 06, 2015, 10:13 »
.

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #67 dnia: Luty 06, 2015, 10:14 »

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #68 dnia: Luty 06, 2015, 10:15 »
Spojrzałem, to byłaś ty
Spojrzałaś, to byłem ja
Ten uśmiech jest dla ciebie
A ten dla mnie jest

I ruszamy już
Nie wrócimy tu
I ruszamy już
Nie wrócimy tu

Bo za późno jest
Tak, za późno jest, za późno jest
Za późno jest, tak, za późno jest

I ruszamy już
Nie wrócimy tu
I ruszamy już
Nie wrócimy tu

Szedłem przy tobie
Szłaś obok mnie
Rozmawiałem z tobą
Opowiadałaś mi

I ruszamy już
Nie wrócimy tu
Tak, ruszamy już
Nie wrócimy tu

Bo za późno jest
Tak, za późno jest, za późno jest
Za późno jest, tak, za późno jest

I ruszamy już
Nie wrócimy tu
tak, ruszamy już
Nie wrócimy tu

Bo za późno jest
Tak, za późno jest, za późno jest
Za późno jest, tak, za późno jest.

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #69 dnia: Luty 06, 2015, 10:22 »
Ponownie Ray.


Raymond Daniel Manzarek urodził się w Chicago 12 lutego 1939 r. w rodzinie robotniczej i od młodych lat stykał się z muzyką, a to za sprawą matki - Heleny i ojca - Raymonda, którzy uczyli go gry na pianinie. Studiując muzykę klasyczną w chicagowskim konserwatorium "kręcił się" jednocześnie koło klubów na Chicago South Side, podsłuchując jak grają i śpiewają bluesa ci najlepsi - ot choćby Muddy Waters.

Słuchałem też bardzo często czarnych disc-jockeyów: Ala Bensona i Big Bill Hilla, i to wszystko nie pozostało bez wpływu na moją grę na fortepianie. Zacząłem odczuwać wpływ jazzu, nauczyłem się grać lewą ręką i czułem, że to jest to.

Nie ukończywszy edukacji na wydziale ekonomii w De Paul University, Manzarek pognał na Zachód do Los Angeles, by na UCLA (University of California Los Angeles) studiować przez... dwa tygodnie prawo. Stwierdziłem, że ci faceci od prawa uurządzają sobie żarty i przeniosłem się na wydział filmowy. (W tym czasie przez 3 miesiące pracował też w banku). Załamany nieudanym romansem przerwał naukę w grudniu 1961 r. i zaciągnął się do wojska. Chociaż przypadła mu lekka służba - granie na pianinie w międzyjednostkowym zespole na Okinawie i w Tajlandii - dość szybko zapragnął wyrwać się z tego bagna. Skutecznie udawał homoseksualistę i na rok przed przewidywanym terminem, decyzją psychiatry, został zwolniony do cywila. Powrócił na wydział filmowy - akurat w momencie, kiedy pojawił się tam Jim Morrison. W tym okresie Ray zrealizował trzy wyjątkowo udane etiudy filmowe, wychwalające zmysłowość jego japońsko-amerykańskiej dziewczyny, Dorothy Fujikawa. Jeden z nich "Evergreen" zawierał scenę wyraźnie zainspirowaną ujęciami z obrazy "Hiroszima moja miłość" - kolejne zastopowanie ruchu chłopca i dziewczyny, biegnących ku sobie. W finale tego biegu Ray i Dorothy spotykali się nago pod prysznicem. Fakt ten wywołał skandal, a nauczyciele polecili Rayowi przerobienie tej sceny. Manzarek zgodził się, ale skrytykowany przez przyjaciół za uległość, cofnął swą decyzję i podczas grudniowych prezentacji rozprowadził ulotkę wyjaśniającą dlaczego film nie został pokazany. Ostatecznie nieco później zarówno to, jak i inne dzieła Raya - "Induction" i "Who And Where I Live" zostały przedstawione publiczności i spotkały się z pochlebnymi recenzjami. W czerwcu 1965 r., gdy Ray uzyskał dyplom, szef wydziału Colin Young przyznał, że Manzarek jest jednym z kilku zaledwie studentów tego roku, zdolnym robić filmy pełnometrażowe. Ray i Jim poznali się przez Johna de Bellę (operatora, uczestniczącego przy kręceniu przez Morrisona, w czasie pobytu w UCLA, jego jedynego w karierze filmu) i wkrótce zostali dobrymi przyjaciółmi. Mieli absolutnie różne usposobienia i charaktery, ale łączył ich intelektualizm i podobne przejęcie filozofią Nietzsche'go. A poza tym? Poza tym Ray zawsze był ogolony, ubrany w czystą koszulę i świeżo wyprasowane spodnie, podczas gdy Jim nie rozstawał się z jeansami i lekką koszulką, bądź... kombinezonem spawacza wziętym z jakiegoś magazynu, a zakładanym podczas chłodnych nocy.
W 1965 roku Manzarek zetknął się z myślami Wschodu i rozpoczął studiowanie medytacji Yogi u Maharishi Mehesha. Morrison nie podzielał tych poglądów toteż ich drogi na pewien czas rozeszły się...

Źródło: Piotr Kosiński "The Doors - Czas Apokalipsy"


wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #70 dnia: Luty 06, 2015, 10:24 »
.

Offline gratefullde

  • Muzyka muzyka muzyka
  • moderator
  • *******
  • Wiadomości: 1633
  • Wolę błąd en­tuzjas­ty od obojętności mędrca
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #71 dnia: Luty 06, 2015, 10:29 »
Ale mnie się na wspomnienia bierze... Czas odświeżyć ich muzykę dziś wieczorem, nie ma dyskusji :)
SE 6C33C/6F8G + pre phono ecc83 Gennett + Tannoy Cheviot + Sony PSX-70 + Dynavector 20x2 + Raspberry Pi 3 Digi Plus Pro +  Tomanek + Questyle CMA 600i + Senheiser HD598 + AKG 240DF + Denon AH-D7200

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #72 dnia: Luty 06, 2015, 10:34 »
Mam nadzieje, ze nie zanudzam...)

Offline gratefullde

  • Muzyka muzyka muzyka
  • moderator
  • *******
  • Wiadomości: 1633
  • Wolę błąd en­tuzjas­ty od obojętności mędrca
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #73 dnia: Luty 06, 2015, 10:35 »
Poczytam wieczorem, teraz "pracuję" ;) Nie zanudzasz...
SE 6C33C/6F8G + pre phono ecc83 Gennett + Tannoy Cheviot + Sony PSX-70 + Dynavector 20x2 + Raspberry Pi 3 Digi Plus Pro +  Tomanek + Questyle CMA 600i + Senheiser HD598 + AKG 240DF + Denon AH-D7200

wojtek41

  • Gość
Odp: THE DOORS
« Odpowiedź #74 dnia: Luty 06, 2015, 10:38 »
Tylko bys pracowal i pracowal  ;D
Nalogowiec  :o