Dlaczego ANALOG? Jak to się u Was zaczęło?

Zaczęty przez wojtek41, Sierpień 30, 2014, 23:25

Poprzedni wątek - Następny wątek

wojtek41

Wlasnie. Dlaczego plyta winylowa...?
Pomijam to co najwazniejsze. Dzwiek. 
Mnie osobiscie z powodu tesknoty za czasem minionym. To taki powrot do dziecinstwa, gdy radio i plyta bylo wszystkim. Sluchala cala rodzina. Uwielbialem patrzec jak kreci sie pocztowka dzwiekowa czy longplay. Zawsze mnie zastanawialo jak oni to zrobili...? Dlaczego to gra...?
Pamietam stare lampowe radio z gramofonem na gorze...) Dawno to juz bylo...
Pewnego dnia moja nieodzalowana siostra przyniosla sterte singli. Nie pamietam ile. Duzo, kilkadziesiat sztuk. Wszystkie zachodnie. Gdy uslyszalem "Boat on THE RIVER" Styx, wpadlem po uszy...To byla najprawdziwsza milosc do muzyki i plyt winylowych...) Nic wiecej sie nie liczylo.
Pozniej przyszly inne czasy. Rodzina, praca, pieniadze...To co kazdego nas spotkalo.
Jednak muzyka i plyty byly nadal obecne. Sterta plyt, choc mocno juz przezedzona lezala schowana. Ktoregos pieknego dnia ( 14 moze 15 lat temu ) postanowilem wrocic...Nic sie nie zmienilo, oprocz sprzetu. Milosc trwala nadal.
Mam to szczescie, byc szczesliwym pasjonatem plyt winylowych. Oprocz tych wspomnien lubie sluchac i ogladac historie zawarta na plycie i okladce. Dla mnie to ciagle magia...)

frywolny trucht

#1
     Ojciec miał podejście do sprzętu rozrywkowe. Ma grać i bawić! Lubił sobie posłuchać, lubił innym muzykę puszczać, czasem urządzał domówki. Nic wielkiego. Miał trochę polskich płyt, a z wycieczek po kraju przywoził grające pocztówki. Takież dostawał  z powodu różnych okazji. Niestety z racji podejścia- rozrywkowego- sporo płyt, po niedawnym przejrzeniu, nadawało się zwyczajnie do kosza, a te najlepsze ponoć- nigdy nie wróciły po pożyczeniu kolegom. Zupełnie mnie osłabiła płyta, na której był wypalony ślad kipa. Inna sprawa, że wtedy sporo się paliło, a ojciec nie był wyjątkiem i płyty były oblepione papierosowym smogiem. Brrrr...


Oto pierwszy sprzęt ojca jaki pamiętam:

Radioodbiornik Diora "Boston" z 63-64 roku.



Dwa głośniki średniotonowe, ale w ściance bocznej siedział wielki owalny głośnik niskotonowy.

opis: http://oldradio.pl/karta/321/Radioodbiornik_Diora_Boston_62123.html

Z Bostonem współpracował wcześniejszy niż Bambino gramofon G-250, tfu! Adapter! Tak wtedy się mówiło.
Przenośna walizkowa maszyna mono bez głośnika w skrzyneczce:



http://oldradio.pl/karta_odb.php?nrmod=1170

Oprócz tego, że mama lubiła opowiadać synkowi bajki, to często puszczano mi bajki z adaptera. Nie żałowali kasy na pociechę, pamiętam całe boxy bajek. To nie mogło być tanie.
Gdy troszkę podrosłem zacząłem na adapterze kręcić plastikowymi żołnierzykamii w celu, by się udali na jak najdalszą odległość. Oczywiście obroty 78/min były niezastąpione. Do dziś pamiętam jak pokazywałem ojcu, a on się śmiał.
Zupełnie inne podejście niż moje :) W każdym razie ziarnko zostało zasiane i sobie w głowie frywolnego zamyślało jak wykiełkować.
Radioodbiornik Boston uwielbiałem. Z początku za przyciski katapultujące żołnierzyki lotem o innych parametrach niż adapter. Z czasem, już dużo później, zacząłem zwyczajnie słuchać na nim audycji, bardzo mi się podobał dźwięk. Duży, ciepły, puszysty. To radio odcisnęło najwyraźniej także swoje piętno- nie cierpię dziś np kolumn Monitor Audio, na których sam widok krew z uszu mi wypływa. Taki odruch Pawłowa. Być może innym rodzice do snu puszczali piłę tarczową?
Dobra, starczy podśmiechujek. Proszę o wybaczenie.

Tymczasem frywolny dojrzewał, ojciec kupił sobie pierwszego kaseciaka, a Boston powędrował na szafę. Z czasem przejąłem kaseciaka, nagrywałem na nim Italo disco, a następnie już audycje Beksińskiego. Później była Hania i Klaudia ( radiomagnetofony, zbereźniki).  Ciągle brakowało mi mocy, by móc pochwalić się światu ( tj. osiedlu) jak fajną muzykę słucham. Któregoś pięknego dnia zrobiłem sobie kolumnę z głośników z Bostona i podłączyłem, a zakurzone truchło wyrzuciłem na śmieci. Okazało się, że ojciec jest szalenie sentymentalny. Tydzień się do mnie nie odzywał.

Adapter natomiast do dziś gdzieś w szafie u staruszków zalega. Powinien nawet działać.

c.d.n.

il cattivo

U nas w domu od zawsze (czyli od kiedy pamiętam - I połowa lat 80.) był gramofon Unitra Daniel.
Od samego mojego początku, przypuszczam, że także w życiu prenatalnym, Mama "bombardowała" mnie muzyką, szczególnie klasyczną.
Najbardziej utkwiła mi w pamięci wydana przez NRD-ską Eternę płyta "Carmina Burana"  Carla Orffa ("Raz zła, raz dobra" - taki osobisty tytuł nadałem tej kantacie za małolata ;) ), zresztą do dziś bardzo cenię sobie dokonania tego kompozytora. To pewnie tłumaczy też moje zamiłowanie do przaśnej i efekciarskiej muzyki :P
Za to pierwsze (piorunujące) wrażenie wizualne zrobiła na mnie okładka "Oxygene" J.M. Jarre'a - ta czacha ukryta pod odpadającą skorupa ziemską była dla kilkuletniego wówczas oseska wręcz hipnotyzująca! Do tego w połączeniu z muzyką - obłęd! W wydaniu na CD nie ma takiej siły przebicia. Był to więc jeden z moich pierwszych winyli, jakie zakupiłem po zainwestowaniu we własny sprzęt audio.
Innym takim przykładem może być okładka płyty The Prodigy - "The fat of the land". Kiedy zobaczyłem ją pierwszy raz (na kasecie magnetofonowej), uznałem ją za najgorszą okładkę płyty tego zespołu. Jednak kiedy kupiłem w/w album na winylu, diametralnie zmieniłem zdanie.
Nie, żeby ilustracje na okładkach płyt były dla mnie głównym powodem, "dlaczego winyl", jest to raczej "efekt uboczny" tej decyzji. Ale wyjątkowo przyjemny i pożądany :)

frywolny trucht

#3
Czas mijał. w pewnym momencie, po zdaniu na studia, moje środowisko delektowania się muzyką skurczyło się do walkmana i kilkudziesięciu kaset. Studenckie życie 400 km od domu, specyfika życia w akademiku, takie tam...

(Trzeba przyznać, że elektronika, elektroniką, a mechanicznie wyższe, metalowe modele walkmanów, to była praca zegarmistrzowska!

Gdy nie słuchałem, mogłem się na nie gapić i gapić :) )


W końcu znudzony, zmęczony zasypianiem na schodach, pod umywalką, na korytarzu, wynająłem z obecną żoną mieszkanie i zaczęliśmy się bawić w dom. Puste ściany. Trzeba było kupić jakieś podstawowe meble, później luksusy typu telewizor, kino domowe i pewnego razu- bodaj roku 1999- podczas zakupu porcji kaset, w dość specyficznym miejscu, które było komisem chyba- zagościł u nas gramofon Bernard w stanie tip- top. Nabyty za całe 70 zł

Taki jak ten:

GS-431 z wkładką MF100.

Do tego trochę płyt polskich po 5zł sztuka. Z czasem dokupiłem mu dwie wkładki, nówki sztuki- 102 i 104, z tego co pamiętam, kolekcja płyt urosła do może 30 sztuk i ...
się skończyło :)
Urodziła się córka, ja ciemny jak tabaka w rogu- nic nie wiedziałem, że istnieją jakieś myjki, że trzeba  kalibrować i tak uznałem, że za dużo pierdololo. Efekt muzycznie średnio chciał być lepszy od dawanego przez podstawowy model CD firmy Onkyo. Prostego w obsłudze posiadającego pilota i nie trzeszczącego!! Oddałem wszystko w p..du  koledze, który trochę  powalczył i wywalił do garażu. Ma to w takim stanie jak kupiłem do dziś, ale nie odda, o nie!

Nastał więc czas pieluch. Jeśli chodzi o mój rozwój audiofilski- głębokie średniowiecze :)
Skończyło się bywanie na Audio Show, po  sklepach ze sprzętem i płytami.


[drobne korekty stylistyczne]

frywolny trucht

#4
Tytułem uzupełnienia. Okolice 1997-2000 r. to obfity audiofilsko okres. Jakaś kasa już w kieszeni była. Coś tam brykałem po pl.rec. Poznaliśmy darkula, który chciał nam wepchnąć swój wzmak, ale mnie złote gałki onieśmieliły i kupiliśmy średniej klasy amplituner Onkyo :) W sklepach gramofonów nie było! W ramach rewanżu za  faux pas z amplitunerem, przyszła małżonka wymogła wybór Esa Ostinato. I OK.  Zacząłem wsiąkać i wsiąkać, poznawałem pasjonatów, ale nadszedł wiadomy kataklizm, a po dwóch latach kolejny...

Coś się ruszyło 5 lat temu. W nowym miejscu. Dzieci już w wieku szkolnym. Zaczęło się kompletowanie nowego sprzętu. Stary standardowo: rodzina, znajomi. Znowu sklepy audio, manufakturki, spotkania, odsłuchy, Audio Show i  3 lata temu zdziwienie. Gramofon? Gramofon!
Najpierw skromnie Denon  DP 300F i parę płyt. Początki znowu trudne, tym razem jednak przypomniałem sobie o AS.
Zakupu już się cofnąć nie dało, ale dzięki kolegom powiesiłem wkładkę 2M Red, poznałem tajniki higieny- myjka Knosti, koperty antystatyczne. Zabawa zaczęła sprawiać satysfakcję, a dźwięk  na tyle intrygujący, że nie było innego wyjścia. Trzeba brnąć. Po niecałym roku  od zakupu Denona ten idzie w pieruny. Przybywa Ad Fontes i cała ta analogowa otoczka, którą mam w stopce.
Jest dobrze. Ne wiem jak z rozwojem, bo mnie satysfakcjonuje co mam i co słyszę. Wiem, jednak że jestem zarażony, więc boję się jeździć na odsłuchy. Coś usłyszę i kruchy stan równowagi runie :)

To co jest najfajniejsze- na pewno nie gorzej niż mój ojciec, a sądzę,  że lepiej- pokazałem radochę kręcenia winylem dzieciom. 14-letnia córka potrafi sobie sięgnąć swoją ulubioną płytę, uruchomić całe to ustrojstwo, puścić  i posłuchać. Zrobi to zgodnie ze sztuką, w ogóle o nic nie muszę się bać. Synowi czasem też coś strzeli, ale on ma trudniej bo słucha nieco innej muzyki i nie ma swoich ulubionych w mojej płytotece.
Nie sądzę by wyczuwały  wyrafinowanie dźwięku, może chodzi o podobny urok, który mnie kiedyś kazał katapultować żołnierzyki :)
Nie wiem.
A ja? Bo z reguły winyl gra u mnie lepiej!

Koniec tego lania wody.
Co wygrałem?

:)


[drobne korekty stylistyczne]

merlin1973

Super się to czyta :) Ja operowac gramofonem jeszcze synowi nie daje,ma 3.5 roku i już go to bardzo interesuje. Co innego z CD sam umie wszystko:) Dzisiaj mówi do mnie- tata te wszystkie płyty są twoje?  te czarne duże też? to ja chce te duże kręcic:)  a zaczynał tak w wieku 8 miesięcy:)
Pozdrawiam S.CH.

frywolny trucht

Dzięki.
Mały w wieku akurat na katapultowanie armii :)

frywolny trucht

Tutaj cekawa spowiedź. Niecała godzinka :)


( dzięki koledze winylowa Pasja)

kangie

#8
Jeśli umieściłem w złym miejscu, to poproszę moderację o przeniesienie do właściwego działu.

Masza zaproponował wczoraj ciekawy temat. Skończyło się wiadomo jak, więc może warto zacząć jakby od nowa tutaj.

Jak to się zaczęło u mnie? Ano za sprawą mojego taty. Jako małe dziecko pamiętam, że muzyka puszczana była głównie z płyt analogowych, kaset magnetofonowych oraz radia. Podobnie jak u Frywolnego - rodzice puszczali mi bajki z winyla. Sprzęt taty - jak na tamte czasy i realia w Polsce - niezły. Marzenie każdego Polaka-melomana-audiofila. Wiadomo, że był też Zachód i Japonia/USA, gdzie sprzęt był najwyższej światowej klasy, ale nie każdy Polak mógł to wtedy mieć.

Ojciec puszczał muzyką z Daniela. Ten gramofon dzisiaj stoi u mnie na stoliku jako drugi napęd. Stan techniczny i wizualny idealny. Pamiątka i sentyment. Przejąłem kolekcję kilkuset płyt analogowych w doskonałym stanie. Sprzęt został przechowany, a były momenty, że miał zostać wymiesiony na śmietnik jak to robiło sporo osób w Polsce, gdy weszła ery płyt kompaktowych i cyfry.

Jesli chodzi i moją przygodę ze sprzętem audio, to tak na poważnie zaczeło się dość póżno. W okresie młodzieńczym muzykowałem. Miałem prywatnego nauczyciela gry na gitarze klasycznej i elektrycznej. Wszystkie pieniądze ładowałem w gitary elektryczne, wzmacniacze lampowe, paczki, efekty gitarowe, kaczki, multiefekty i kologramy strun. Grałem w zespole. Grałem ua ulicy w okresie wakacyjnym. Sprzęt audio miałem raczej kiepski i głównie skupiałem się na graniu muzyki w domu, zespole. Uczyłem również gry na gitarze. Jeden mój uczeń już dawno mnie wyprzedził i gra rewelacyjnie technicznie i przede wszystkim rozwinął się muzycznie. Gitara nie stanowi dla niego chyba żadnych tajemnic.

Potem przyszło mi założyć rodzinę. Najpierw wynajem mieszkania, dość małego. Potem pierwsze własne mieszkanie to malutkie dwupokojowe mieszkanko 36mkw gdzie nie byłoby miejsca na wpakowanie kolumn i sprzętu. Dopiero drugie własne mieszkanie przyniosło możliwości, bo pojawił się salon o powierzchni 24 mkw. Wpadło trochę grosza od rodziny, podebrałem dzieciom pieniądze z chrzcin (wstyd mi! ;) i skompletowałem pierwszy zestaw. Nie udzialełem się wtredy na żadnych forach audio. Sprzęt wybrałem na podstawie wielogodzinnych odsłuchów w bodajże wszystkich salonach audio w moim mieście. Kupiłem, wstawiłem do salonu. Myślałem, że złapałem Pana Boga za nogi, ale niestety szybko przekonałem się że to nie jest to granie, które znam z grania na żywo. Potem przyszedł czas że chciałem coś zmieniać. Zarejestrowałem się na znanym polskim forum audio. Dzięki temu forum poznałem ludzi w realu. Nie chcę wymieniać kogo poznałem i kto na ile mi pomógł rozbudować tor, ale otrzymałem sporą pomoc od dobrych ludzi.

Potem dowiedziałem się o Imprezie - Audiofil. Byłem na prawie każdym spotkaniu - od trzech lat. Często przesiadują tam 4-5h a nawet dłużej. Sporo HI-ENDowych systemów udało się posłuchać, sporo ciekawych ludzi - hobbystów oraz z branży - poznać. Z niekórymi utrzymuję znajomość. Odwiedzamy się i słuchamy muzyki.

Co do gramofonów, to kilka ich przewinęło się przez mój dom. Tak jak pisałem mam Unitrę Daniel, miałem przez rok Pro-Jecta 6 Perspex, grał u mnie Technics SL 1700 MKII, stary Pioneer PL-10. Ostatni zakup to piękna japońska maszyna Micro Seiki DD-40 z cudownym ramieniem MA-505. Znawcy tematu dobrze wiedzą co to ramię potrafi i jak jest wykonane. Doszło drugie ramię do tego gramofonu. Nie obyło się bez konstruowania łapy montażowej i ustawiania ramienia. Doszedł projekt i wykonanie protractora, który bardzo ułatwia ustawianie ramion i kalibrację wkładek gramofonowych.

W salonach audio udało mi się przetestować działanie i granie gramofonów typu Transrotor (najtańszy model), Music Hall 7,1, Pro-Ject RPM 5,1 i 9,1.

Przerobiłem we własnym systemie ok. 20 wkładek gramofonowych (sporą ilość słyszałem u znajomych w ich systemach), 7 czy 8 preampów gramofonowych, kilka wzmacniaczy, kilka par kolumn, kilka odtw. CD, kilka DACów, kilkadziesiąt par kabli IC i głośnikowych. Napradę było tego sporo. Jedne grały, drugie nie. To cenne doświadczenie.

Swojego czasu organizowałem sesje odsłuchowe u siebie w domu. Zapraszałem znajomych melomanów na wspólne słuchanie. To był okres kiedy to wywoziłem rodzinkę do swoich teściów 200km od domu. Jako ża mam dwójkę małych dzieci - ciężko pograć głośno, a tak lubię.  Chatę miałem na 3-4 tygodnie wolną i nie było dnia żeby ktoś mnie nie odwiedził. Graliśmy czasami do póżnej nocy, a nawet zdarzało się granie do 5. rano! Przewinęło się przez moje kilkadziesiąt osób. Wymienialiśmy się doświadczeniami. Z wieloma osobami utrzymuję znajomość.

Generalnie na dzień dzisiejszy uzyskałem satysfakcjonujące mnie brzmienie. Nie twierdzę, że nie wpakuję jeszcze kasy w swój system. Znam jego ograniczenia i wiem co mógłbym wymienić aby zagrało lepiej. Jak dla mnie - GRA. A że komuś może coś nie leżeć? - TRUDNO :)

W planach mam zrobienie swojego gramofonu. Mam na to pomysł. Mam kolegę, który jest bardzo dobry w te klocki. 40 lat bawi się w audio i zęby na tym zjadł.

No nic. Po krótce tak to u mnie wygląda. Myślałem, że mi przejdzie, ale to wciągające hobby.

A jak było u Was? Dlaczego analog i gramofoniarstwo? Zapraszam do dzielenia się swoimi historiami. Liczę na kulturę wypowiedzi i nie prowokowanie do kłótni.

Jakub

Ja szczerze mówiąc nie mam jakiegoś wielkiego doświadczenia sprzętowego. Myślę, że do określenia audiofil mi bardzo dużo brakuje.

Tak jak i u kolegów wyżej, gramofon był w domu odkąd pamiętam. Najpierw był to Artur, którego odziedziczyłem w wieku lat czterech, jak mój Tato kupił wieżę Diory, z której zapamiętałem tylko, że miała magnetofon z szufladą, który wciągał taśmę, i kwadratowy srebrny gramofon. Na samym początku lat 90. Diora powędrowała do ludzi a do domu zawitała midi wieża Sony z odtwarzaczem CD (kolumny z niej mam do dzisiaj). Na gramofon zabrakło miejsca, ale tak zapadł mi w pamięci, że w 2000 r. kupiłem sobie taki sam w komisie. Była to poczciwa Unitra G8010. W sklepie z elektroniką kupiłem wkładkę RFT 25SD, czyli enerdowską wersję Shure M75 i i próbowałem coś tam słuchać. Niestety gramofon miał swoje narowy i nie trzymał obrotów, co dosyć skutecznie zniechęciło mnie do gramofonów w ogóle. Potem wyjechałem na studia do Krakowa i temat upadł samoistnie.

W 2006 r. kupiłem Yamahę Piano Craft z odtwarzaczem CD i kolumnami B&W 686. Wtedy jeszcze nie przyszło mi do głowy kupowanie sprzętu używanego, więc kupiłem to co mi zaproponował pan w sklepie. Pamiętam też moje rozgoryczenie jak okazało się, że stara wieża Sony, ktorą dostałem od Taty grała lepiej niż mój nowy nabytek :) Na szczęście źródłem problemu były kolumny, funkiel nówki, które były po prostu niewygrzane. Po paru tygodniach zaczęło grać tak jak w sklepie, kolekcja kompaktów zaczęła się rozrastać, a gramofon nie był mi sumie potrzebny do szczęścia. Jednak te kilka płyt na półce cały czas puszczało do mnie oko.

W 2010 r. postanowiłem reanimować moją unitrę. Gramofon wrócił z piwnicy na półkę, zakupiłem do niego wkładkę AT95 i przedwzmacniacz monacor SPV coś tam, zachęcony entuzjastyczną recenzją tegoż red. Pacuły. Grało to nawet znośnie, ale gramofon dalej miewał swoje humory i po paru miesiącach stwierdziłem, że mam go dość. Sprzedałem go na części i kupiłem sobie używanego Duala CS455. Różnica w dźwięku była tak duża, że wpadłem po uszy. Chwilę później kupiłem wkładkę 2M Red i przedwzmacniacz CA 551p. Kolekcja płyt zaczęła się rozrastać, a ja zacząłem się rozglądać za jakimś nowym gramofonem.

Trafiło na Brauna PS500, o którym już tu pisałem. Gramofonu nie planuję już zmieniać, bo mi w zupełności wystarcza. Możliwe, że kupię sobie kiedyś jeszcze jedne gramofon, ale Braun zostaje. Rok temu kupiłem do kompletu amplituner Braun Regie 501k. Kupiłem go głównie dla wyglądu, bo nie miałem pojęcia jak to gra. Po podłączeniu okazało się, że jest potencjał, ale sam sprzęt nie był 100% sprawny. Przez kolejne miesiące przeprowadziłem kompletny remont amplitunera z wymianą kondensatorów, popękanych diód, itd. Podczas prac okazało się, że ktoś kiedyś umiejętnie naprawił przedwzmacniacz wstawiając tranzystory NPN w miejsce tranzystorów PNP w sekcji odpowiedzialnej za korektę tonalną. Po wymianie tranzystorów na właściwe z epoki, wszystko zaczęło działać tak jak powinno. Na szczęście, najważniejsze tranzystory, czyli wiekowe RCA w końcówce mocy zachowały się w stanie idealnym. Ponieważ projekt remontowy był rozłożony w czasie, postanowiłem zbytnio na nim nie oszczędzać. W zasilaczu i końcówce mocy wstawiłem kondensatory Mundorf, rezystory emiterowe wymieniłem na metalizowane, również z Mundorfa, a resztę elektrolitów wymieniłem na Nichicony z dwóch najwyższych serii. Z sekcji phono wywaliłem wszystkie elektrolity, a w ich miejsce wstawiłem foliowe Jantzeny. Zgnite potencjometry montażowe zastąpiłem precyzyjnymi potencjometrami wieloobrotowymi. Po tych wszystkich zabiegach sprzęt odzyskał wigor i naprawdę fajnie gra. Co ciekawe, pomimo niewielkiej mocy (30W na kanał przy 4 Ohm), nie ma problemu z napędzeniem moich B&W, które są kolumnami o wybitnie niskiej efektywności. Nie wiem skąd się to bierze, ale z tym struclem grają dużo dynamiczniej niż z Piano Craftem, który jest sporo mocniejszy. Dyskoteki tym nie zrobię, ale brzmienie na normalnych poziomach głośności jest jak dla mnie bez zastrzeżeń.

Mam też plany na przyszłość związane z rozbudową systemu. Nie wiem kiedy się ziszczą, bo póki co mam inne wydatki, ale jakoś bardzo mi się nie śpieszy. Docelowo chcę kupić wzmacniacz Braun CSV13 lub 60 i wysokoefektywne kolumny. Możliwe, że pójdę w jakieś kolumny z epoki (Harbeth?) lub tuby, np. takie jak te ze stajni Bastanis, ale tym się zajmę jak już będę miał wzmacniacz. Póki co, słucham sobie na sprzęcie, który u audiofili wywołał by pewnie tylko uśmieszek politowania, ale co tam. Mnie się podoba, a kolekcja płyt rośnie :)

elem

Feickert Twin, SME V, DV XX2MKII;  CEC TL51,DX51,DX71,
Olive Opus 4; Sensor 2  MKII ; Bonasus; Gauder Arcona 60, Tesla ARZ 6604- Voigt Pipe

wojtek41

Jakub. Ja tez nie jestem audiofilem. Ja tylko muzyke z winyla lubie  :D
Braun. Fajny gramofon  ;)

Wireless

Podobnie. Ja w zasadzie za audiofila się uważam raczej średniego. Muzyki chcę słuchać po prostu. A tekst b. fajny, Jakubie :)
Pozdrawiam, Wireless

neomammut

U mnie, przygoda z analogiem zaczęła się od ZK140T, gdzie jako dziecko przeniosłem go z szafy do pokoju i... uszkodziłem pokrywę :)

nosferartur


Według mnie każdy, kto przywiązuje uwagę do tego w jaki sposób muzyka jest reprodukowana jest audiofilem. Ja z pewnością audiofilem jestem. Moja pasja do sprzętu pojawiła się praktycznie równolegle ze świadomością, że muzyka jest w moim życiu najważniejsza.
Chociaż to szkolne otoczenie wymuszało pewną orientację, pierwsze prywatki do 23 00, przy Kasprzakach i Grundigach i te ABBY, Bony M, czy Eruption, to jednak atmosfera w domu sprawiła, że przy tym nie pozostałem, czy że nie zobojętniałem. Moi rodzice wiedzieli (ciągle wiedzą), co to takiego dobry głos, czym jest belcanto, kantylena..., matka, jak Mark N stawiała na spektakle na żywo. Podczas studiów z pewnością obejrzała co ważniejsze przedstawienia operowe, na których warto było być i te, na które w jakiś sposób mogła dotrzeć. Po zakończeniu edukacji wyprowadziła nas jednak tam, skąd wszędzie było daleko.
Starzy nigdy nie mieli potrzeby zachowania czegoś, utrwalania. Telewizor ze swoim jednym programem (chociaż były już dwa) i radio z nietykalnym programem 1-wszym zaspakajały ich wszelkie potrzeby. Powiedzmy, że zachowanie tego co eteryczne było i to od samego początku moją endogenną obsesją. Za przyczynę mojego pędu uważać mogę szok jakiego doznałem po przypadkowym wysłuchaniu utworu Kraftwerk ,,The Robots". Miałem dziesięć lat... i żadnej możliwości powtórzenia doświadczenia.
To nie gramofon, absolutnie nie, ale magnetofon był moim mrocznym obiektem pożądania, a jego wady miały wpływ na kształtowanie się mojego podejścia do jakości reprodukcji. Gramofon pojawił się w moim systemie dokładnie w tym czasie co CD i przegrał, szumiał, i ,,smażył", a ja ciągle słuchałem rzeczy, które nie pozwalały mówić o naturalności, neutralności, scenie i detalu. Ot po prostu ,,zły punkt obserwacyjny".
Nigdy nie wróciłbym do analogu gdyby nie przypadek. Kupowałem gramofony i winyle moim polskim przyjaciołom. Gramofony za 20 euro (teraz to pewnie hajendy za 300-400e) i płyty po 0, 50e. Swojego czasu było tu tego bez liku, po prostu raj, który już nie wróci, utracony. Trafiłem na gramofon JVC QL 7, tak ten sam, który tak zawrócił w głowie Staremu M, nikt akurat nic ode mnie nie chciał, kupiłem go za 35e tak na wszelki wypadek. By go sprawdzić musiałem podpiąć inny, bardzo budżetowy wzmacniacz z wbudowanym pre gramofonowym. To był szok i początek nowej pasji.
Zu Audio Druid, Zu Audio Mini Method sub, monobloki Antique Sound Lab AQ-1006(845), Hattor Audio Passive Preamplifier, Bel Canto CD 2, Sonore MicroRendu, Musical Paradise MP-D2 dac, gramofon Michell Gyro Dec + SME 309 + Benz Micro Glider SL , pre gramofonowe Gennett by Stanisław Dinter MC 100% lampy, Otari MX 5050 B2HD.

frywolny trucht

No niestety, jeśli chodzi o analogowe zakupy jest  znacząco trudniej niż nawet i 10 lat temu.
Dziś taki JVC na starcie kultowy i hajendowy, gdy wczoraj był zbędnym gratem w domu.
ZESTAW 1: Technics SL 1200 GR, Hana EL, pre Husariaa, Roksan K3, ProAc Responce D2D, OPPO PM-2, HA-1, Akai GX 75
ZESTAW 2: Dual 1019 z AT 95E, Marantz 2216, Marantz 5220, Jamo Concert C 93

elem

Van Gogh swego czasu też był za grosze  :)

Fajna historia nosferartur, Kraftwerk zdradza wrażliwe dane osobowe  ;)
Feickert Twin, SME V, DV XX2MKII;  CEC TL51,DX51,DX71,
Olive Opus 4; Sensor 2  MKII ; Bonasus; Gauder Arcona 60, Tesla ARZ 6604- Voigt Pipe

miniabyr

A czy nie sądzicie ,że analog to sposób na zagospodarowanie czasu ,taki ogródek gdzie trzeba wszystko doglądać ,poświęcić temu czas? Sporo w tym celebry.To dla mnie relaks ,odskocznia od "prozy życia" To polerowanie igiełki ,pranie płyt ,walka z kurzem ,słuchanie  czy coś niedomaga w systemie. Może brzmi to jak zajob ale miły. :)
Szkoda życia na chujowy dźwięk !

robiz

Cytat: miniabyr w Marzec 07, 2015, 10:45
A czy nie sądzicie ,że analog to sposób na zagospodarowanie czasu ,taki ogródek gdzie trzeba wszystko doglądać ,poświęcić temu czas? Sporo w tym celebry.To dla mnie relaks ,odskocznia od "prozy życia" To polerowanie igiełki ,pranie płyt ,walka z kurzem ,słuchanie  czy coś niedomaga w systemie. Może brzmi to jak zajob ale miły. :)

Też jest bliższy takiemu podejściu.... ;) Jak to mówią nikt nie jest do końca normalny, trzeba mieć jakieś swoje " dziwactwa ". A to nie jest dla innych szkodliwe , no może poza rodzinką ." Mężu , gdzie pojedziemy na wakacje, a wiesz na działkę do rodziców , " zaskórniaki " poszły na pre, igłe i nowe ramię do gramofonu " ;)
robiz
Yamaha CD-N301 + WD My BookLive 1TB, Audiolab 6000A
Rega P3 ( Planar 3) + Ortofon 2M Silver, Audiokultura Iskra 1, NEO PSU-Rega, Audio Academy Phoebe III plus/v.2 , KaCsa KCS-200 SPC,  RealCable BM 150 T,  PGD4000 Profigold OxyPure

elem

Świetne porównanie. A jaka radość, jeśli jest urodzaj i plon bogaty. :)

Poradziłem sobie z dziwnymi spojrzeniami rodziny na częste, nowe zakupy płyt. Spisuję płyty, juz przy B zostałem zadziwiony. Kate Bush - Aerial, to nie było przecież w zamierzchłych czasach,kupiłem za kilkadziesiąt złotych, nie więcej. Pokazałem stronę z obecną ceną tej płyty. Niedowierzanie a potem słowa "dobra, rób co chcesz, jeśli wiesz co robisz" :)
Feickert Twin, SME V, DV XX2MKII;  CEC TL51,DX51,DX71,
Olive Opus 4; Sensor 2  MKII ; Bonasus; Gauder Arcona 60, Tesla ARZ 6604- Voigt Pipe

Wireless

#20
Dla mnie podobnież. Analog jako ucieczka od wszechogarniającego cyfrowego świata. Pracując właśnie w takiej cyfrowej branży, czuję po prostu przesyt. Coś jak - właśnie - ogródek dla np. kierowcy autobusu, jak sądzę :)
Nie do pominięcia są wrażenia estetyczne. Zarówno widok okładki, jak i kręcącej się na talerzu płyty jest, IMHO, czymś jedynym w swoim rodzaju. A na trzaski i szumy, tak intensywnie słyszane przez przeciwników tego formatu mam jedną odpowiedź: zgodnie z ową "regułą precyzji i dokładności" Van Gogh to skończona tandeta, liczy się tylko dobry aparat fotograficzny, cyfrowy koniecznie :) .

Co więcej? No cóż, szczerze powedziawszy, zawsze stroniłem od określania siebie mianem audiofila. Ja po prostu lubię słuchać muzyki .... w miarę dobrze, na tyle, na ile pozwala portfel. Ale definicja podana przez Nosferartura wydaje się dość dobra.... i chyba pod nią podpadam. Zatem więc - hmmm - jestem audiofilem :)
Pozdrawiam, Wireless

masza

A jednak.... powstaje klubik anonimowych audiofilów :)

robiz

Cytat: wireless w Marzec 07, 2015, 12:21Zatem więc - hmmm - jestem audiofilem

A nie lepiej stwierdzić, że jest sie po prostu melomanem ;)
Hasło " audiofil " jakość od razu mi się kojarzy z " nekrofil ",  nie mam bladego pojęcia dlaczego :)
robiz
Yamaha CD-N301 + WD My BookLive 1TB, Audiolab 6000A
Rega P3 ( Planar 3) + Ortofon 2M Silver, Audiokultura Iskra 1, NEO PSU-Rega, Audio Academy Phoebe III plus/v.2 , KaCsa KCS-200 SPC,  RealCable BM 150 T,  PGD4000 Profigold OxyPure

Wireless

Cytat: robiz w Marzec 07, 2015, 12:58
Cytat: wireless w Marzec 07, 2015, 12:21Zatem więc - hmmm - jestem audiofilem

A nie lepiej stwierdzić, że jest sie po prostu melomanem ;)
Hasło " audiofil " jakość od razu mi się kojarzy z " nekrofil ",  nie mam bladego pojęcia dlaczego :)
robiz
No właśnie - też jakoś tak to kojarzę ;). Ale definicja podana przez Nosferartura taka dość sensowna się wydaje ... :)
Pozdrawiam, Wireless

Keef98

Cytat: wireless w Marzec 07, 2015, 12:21Nie do pominięcia są wrażenia estetyczne. Zarówno widok okładki, jak i kręcącej się na talerzu płyty jest, IMHO, czymś jedynym w swoim rodzaju.
To jest to! Chyba przez to zaczęłam myśleć o analogu. Po prostu raz poszłam do sklepu na Półwiejskiej (blisko Starego Browaru, jakby ktoś nie z Poznania nie wiedział) i tak mi strasznie winyle przypadły do gustu ;) już je wcześniej słyszałam, głównie w sklepach z płytami, ale co tam ;)

Jam nie audiofil. Jestem melomanem ;) Brzmi pozytywniej, nikt mi nie zarzuci, że słyszę różnicę między złotem, a srebrem ;)