Ostatnie wiadomości

Strony: [1] 2 3 ... 10
1
B L O G I - autorskie wątki audiomaniaków ( publiczny ) / Odp: Audiofilskie perypetie.
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Piterski dnia Dzisiaj o 09:46 »
Wczoraj kolega zaprosił mnie do siebie bym posłuchał kolumn Atlantis Lab AT23.
Kolumna trójdrożna z głośnikiem basowym na tylnej ściance.
Kanał BR można regulować zmieniają jego długość co wpływa na odbiór zakresu basu.
Kolumny przez producenta wyceniane na poziomie 5000 Euro, w tym wypadku do kupienia w atrakcyjnej cenie.

Miałem już okazje słuchać ich u Bartolo w jego systemie i pozostawiły u mnie pozytywne wrażenia. Dlatego kiedy przyjechałem i usłyszałem je u Marcina to po kilku utworach zacząłem kręcić nosem. Nie grało to równo, wręcz sucho bez podstawy w dole pasma i wypełnienia w średnicy. Może trochę te wrażenia podaje mocno kontrastowo ale ja bym ich po takiej prezentacji nie kupił.

Nie był bym jednak sobą gdybym nie spróbował coś z tym zrobić i zaczęło się ich poważne przestawianie po pokoju, czyli zmiana rozstawu i odległości do ściany tylnej, a na koniec, jako że głośnik wysoko tonowy to tuba to je odgiąłem na zewnątrz na koniec jeszcze przestroiliśmy tunel i nareszcie zagrały.
Kolumny zbudowały bardzo realistyczną szeroka scenę dźwiękowa ale nie zostało to okupione żadnymi kompromisami jeśli chodzi o ogniskowanie źródeł pozornych.
Nie schodzą do piekieł ale solidne ok. 38-40Hz jest. W całym paśmie są równe, z dobrą kontrolą i proporcjami w rozkładzie akcentów. Żadnej krzykliwości z tej tuby nie ma.
Słuchaliśmy ich z Nuda Veritas, gałka głośności poszła na godzinę ok. 1, czyli coś koło 90 kilka dB skuteczności mają. Konkluzje miałem taka że chyba po dłuższym się z nimi zapoznaniu i mając do dyspozycji ograniczony budżet (jak to jest w przypadku kolegi) to bym je kupił.
Zagrały dużo lepiej niż to co u niego słyszałem, nawet Viena Acustik Betowen nie budował takiej sceny, a przy klasyce której głównie Marcin słucha efekt jest znakomity, ta muzyka wciąga i z każdą minutą jest tylko lepiej.
2
kable / Odp: Kilka różnych kabli
« Ostatnia wiadomość wysłana przez patefonik dnia Wczoraj o 22:31 »
A swoją drogą ktoś go testował jako XLR?
3
B L O G I - autorskie wątki audiomaniaków ( publiczny ) / Odp: Miniabyra ulubiony klocek
« Ostatnia wiadomość wysłana przez Moriarty dnia Wczoraj o 22:13 »
To jest 56' rok nagrania, więc  jakość jest taka, jaka jest

Wysoki Sądzie, zgłaszam sprzeciw! :P

W 1956 potrafiono znakomicie nagrywać płyty. Ostatnio słucham głównie płyt z lat 50., brzmią świetnie. Absolutnie zakochałem się w dwóch wczesnych płytach Peggy Lee: "Black Coffee" (1956) i "Dream Street" (1957) - zwłaszcza ta pierwsza, z tego samego roku co "Picture of Heath", brzmi cudnie.

Dużo słucham też w te dni "Hoagy Sings Carmichael", nagranej zaledwie rok później (1957), i też nie mam jej nic do zarzucenia.

Znasz pewnie ten syndrom zakochania się znienacka w nowej płycie tak, że mógłbyś ją śmiało dopisać do zbioru "100 płyt, które wziąłbym na bezludną wyspę". No więc zarówno CD z tymi dwiema płytami Peggy Lee, jak i reedycja Carmichaela to dla mnie takie właśnie płyty. :)

Trzecia z płyt, które ostatnio trafiły do mojej ulubionej setki na bezludną wyspę, to pierwszy album Jose Gonzaleza "Veneer" - ABSOLUTNIE GENIALNY! Linkowałem już na swoim blogu do jednej piosenki z tej płyty ("Crosses" - świetny kawałek, ale i świetne wideo), to teraz inna piosenka:


 
4
kable / Odp: Hi End dla oszczędnych czyli Tara Labs Apollo I
« Ostatnia wiadomość wysłana przez marekw 76 dnia Wczoraj o 20:53 »
A tara Apollo 2 to już całkiem inny przewód?
5
fascynacje muzyczne / Odp: Teraz słucham
« Ostatnia wiadomość wysłana przez wiki dnia Wczoraj o 19:51 »
Na fali....... skierowałem się do......

Mark Hollis
1998

Się słucha.... 🌚🌚🌚
6
fascynacje muzyczne / Odp: Teraz słucham
« Ostatnia wiadomość wysłana przez sheykk dnia Wczoraj o 19:43 »
Foto
7
fascynacje muzyczne / Odp: Teraz słucham
« Ostatnia wiadomość wysłana przez sheykk dnia Wczoraj o 19:42 »
Młoda krew 83r James Brandon Lewis pogranicze free jazzu opartego w mainstream. Zapoznaje jegomośćia i coraz bardziej do mnie dociera jego muzyka.Współpracował z Dave Douglasem, Joshua Redmanem,Marilyn Crispell itp.Studiował w Kalifornii u Charlie Hadena i Wadada Leo Smitha. Jeżeli ktoś szuka trudniejszych dźwięków polecam.
8
fascynacje muzyczne / Odp: Teraz słucham
« Ostatnia wiadomość wysłana przez wiki dnia Wczoraj o 19:23 »
Patrząc na to zdjęcie od razu kojarzy mi się Kirył Bułyczow.
Pisarz science-fiction.
A zwłaszcza Wielki Guslar.

Ooo, opowiadania z Guslaru to było coś - uwielbiałem ten humor! Pamiętasz to o złotej rybce, którą ktoś poprosił o to, by z kranów płynęła wódka? Rosja w pigułce ;D

Taaaaaak, Moriarty, genialna proza.....
Można porównać trochę do grafik Mleczka......
I sławetna grafika..... Obywatelu nie pie.rz bez sensu...... 😈
9
fascynacje muzyczne / Odp: Teraz słucham
« Ostatnia wiadomość wysłana przez wiki dnia Wczoraj o 19:19 »
To jest płyta z tych co to po pierwszym przesłuchaniu jest tylko fajna.
Po drugim taka sobie.
.
.
.
A po kolejnych.....
Nie można się opedzic w głowie od tej już muzyki..... 😀
10
fascynacje muzyczne / Odp: Teraz słucham
« Ostatnia wiadomość wysłana przez wiki dnia Wczoraj o 19:12 »
Variete
dziki książę
2021
Coś z recenzji:
Być polskim zespołem, obecnym na scenie od pierwszej połowy lat osiemdziesiątych i dalej zachowywać świeżość? Wydaje się niemożliwe, a to właśnie osiągnęli muzycy z Variété na "Dzikim księciu".
Variété powinno wyznaczać drogę polskiej alternatywie. A mimo ogromnego stażu zespołu dowodzonego przez Grzegorza Kaźmierczaka, nadal mówimy o zespole niedocenianym i funkcjonującym raczej w wąskich kręgach znawców niż zyskującym z czasem kultowy status, jak być powinno. Bardzo szkoda, szczególnie że najświeższy krążek zespołu z niemal 40-letnim stażem, "Dziki książę", natychmiastowo wskakuje na listę najlepszych rodzimych płyt alternatywnych tego roku. Ile znacie polskich zespołów, które po tylu latach potrafią nadal zaskakiwać i zachować świeżość? Otóż to.


Variété "Dziki książę": Dzieło w oparach niedocenienia [RECENZJA]
Rafał Samborski
RECENZJA Sobota, 4 grudnia 2021 (13:03)
OBSERWUJ NAS NA GOOGLE NEWS
Być polskim zespołem, obecnym na scenie od pierwszej połowy lat osiemdziesiątych i dalej zachowywać świeżość? Wydaje się niemożliwe, a to właśnie osiągnęli muzycy z Variété na "Dzikim księciu".

Być polskim zespołem, obecnym na scenie od pierwszej połowy lat osiemdziesiątych i dalej zachowywać świeżość? Wydaje się niemożliwe, a to właśnie osiągnęli muzycy z Variété na "Dzikim księciu".
Okładka płyty "Dziki książę" grupy Variété /
REKLAMA

Variété powinno wyznaczać drogę polskiej alternatywie. A mimo ogromnego stażu zespołu dowodzonego przez Grzegorza Kaźmierczaka, nadal mówimy o zespole niedocenianym i funkcjonującym raczej w wąskich kręgach znawców niż zyskującym z czasem kultowy status, jak być powinno. Bardzo szkoda, szczególnie że najświeższy krążek zespołu z niemal 40-letnim stażem, "Dziki książę", natychmiastowo wskakuje na listę najlepszych rodzimych płyt alternatywnych tego roku. Ile znacie polskich zespołów, które po tylu latach potrafią nadal zaskakiwać i zachować świeżość? Otóż to.


Dlaczego Variété tak zachwyca? Przede wszystkim imponuje konsekwencja z jaką grupa próbuje redefiniować się z każdą kolejną pozycją. "Dziki książę" może i wykorzystuje podobne środki artystyczne jak "Nie wiem" z 2017. Wybrzmiewa jednak dużo cieplej, bliżej słuchacza, dzięki czemu wydaje się płytą pełniejszą brzmieniowo, bardziej dopieszczoną i dopracowaną. Pod tym kątem najbliżej jej prawdopodobnie do "The Colour of Spring" Talk Talk - wysunięte, nadające pełni brzmienia linie basowe i poczucie organiczności sprawiają, że jest album zwyczajnie przyjemny dla ucha.

Tym, co po singlowym "lekko" obawiali się, że muzycy Variété poszli w elektroniczne, bardziej klubowe klimaty, pragnę uspokoić. Przy czym w ogóle dojście do takiego wniosku tylko po kilkudziesięciosekundowym elektronicznym mostku jest naprawdę absurdalne. Spokojnie więc. Variété nie sprzedało ideałów - tu nadal skrywa się mnóstwo melancholii, refleksji, a muzyczna wrażliwość idzie w parze z tą liryczną. Owszem, ortodoksyjni fani narzekać będą na niedobory mroku, który wyznaczał pierwsze lata działalności zespołu, ale nie przesadzajmy: tu słońce przebija się co najwyżej przez powietrze wypełnione smogiem.
Oczywiście to interesujące, jak Variété korzysta z możliwości, jakie daje im współczesna technika. Trudno wyobrazić sobie, aby ktoś był w stanie zrealizować "Popołudniowy lot" z tym nieustannym przeplataniem poszczególnych składowych piosenki, przerzucaniem się nimi, delikatnymi samplami wokalnymi budującymi skutecznie atmosferę.
Jakbyście jednak zapytali, gdzie umieścić Variété w szufladkach gatunkowych byłoby już trudno. Na "Dzikim księciu" stają się tworem tak osobnym, tak innym, że porównywania do innych są co najwyżej tropami i rzucane osobno, wydają się niepełne. Jest tu trochę dubu, odrobina trip-hopu - przez te skojarzenia "afrykańska służba" dobrze spisałaby się przy utworach z "100th Window" Massive Attack.
Nowofalowe korzenie też dają o sobie znać, choć słychać tu inklinacje rocka psychodelicznego czy wczesnej fali post-rocka, bo trudno "pocisków" nie skojarzyć z "Hex" Bark Psychosis. Do tego dodajmy momenty transowe, wręcz mantryczne, które są odległym echem The Durutti Column. Genialne partie saksofonu narzucają natomiast tropy jazzowe, przypominając nieco to, co działo się na solowych albumach Davida Sylviana. Tak, jest tego sporo, ale to wszystko udaje się poskładać w taką układankę, że słuchacz zamiast gubić się w tym, zwyczajnie zatraca.
Słusznie, bo to muzyka bogata w szczegóły i z każdym kolejnym odsłuchem odkrywająca przed słuchaczem nowe warstwy. Ma to też pewną wadę - gęstość warstwy muzycznej sprawia, że teksty wyśpiewywane przez Grzegorza Kaźmierczaka nie potrafią przebić się w sposób pozwalający skupić na nich w pełni uwagę. Szkoda, bo mimo oszczędności w słowach, chłodu płynącego z tekstów, jest tu nad czym się pochylać i odnajdywać sensy. Przede wszystkim zaś zachwycać wyobraźnią gospodarza i umiejętnością malowania obrazów słowami. Przy takich wersach jak "A zanim buchną w powietrzu pociski/Głębinowe bomby zaczną wyrywać kawałki rafy z dna" albo "Wiatr zaczesywał brud na maskach autobusów w afrykańskie pióropusze" dłonie same zbierają się do braw.
  Co tu dużo kryć: Variété to idealny dowód na to, by nie rozpoczynać przedwcześnie podsumowań. To spokojnie jedna z najbardziej dopieszczonych, klimatycznych i najdojrzalszych rodzimych pozycji w tym roku. Nie przegapcie jej, bo zasługują chociażby na cień należnego im docenienia.
Strony: [1] 2 3 ... 10